Cukierek albo psikus!

Czasami kolejne posty po prostu pojawiają się w mojej głowie i muszę łapać pierwszą lepszą serwetkę w kawiarni i dziecięcą kredkę żeby je szybko spisać, bo inaczej umkną mi w rozgardiaszu dnia. 
Tym razem jest jednak inaczej. Od paru dni mam chaos myśli - czy powinnam napisać o nieskrępowanej zabawie i pokonywaniu potworów spod łóżka czy raczej o odchodzeniu, smutku tych, którzy pozostają i oswajaniu dzieci z pojęciem śmierci?
Halloween jest dla mnie jednym dniem, a Wszystkich Świętych drugim. 
Przy czym o ile ten pierwszy jest tylko raz w roku, to tak naprawdę emocje związane z drugim nieraz towarzyszą nam o wiele dłużej. Bo przecież to nie tak, że pamiętam o moich kochanych babciach tylko pierwszego listopada. Ból po stracie jednej jest ciągle świeży i dający o sobie znać w każdym spojrzeniu na podarowaną przez nią zabawkę, czy podczas rozwiązywania krzyżówki, bo przecież ona tak to lubiła robić. Druga, mam nadzieję, że spojrzy na mnie z nieba przychylnym okiem kiedy będziemy wypiekać świąteczne pierniki według jej przepisu. 
Łucja rozumie na swój sposób czym jest śmierć. Wie, że nigdy już nie przytuli się do prababci. W jej dziecięce myśli nieraz wkrada się niepokój "Czy prababci jest teraz wygodnie? Czy po ciemku nie przyjdzie do niej zły wilk?". Staram się rozwiewać te strachy równocześnie sama umacniając swoją wiarę, że teraz już nic złego nie może prababci spotkać.

Mając to wszystko na uwadze nie widzę powodu, aby nie traktować Halloween jako pretekstu do zabawy i wspólnego wygłupiania się. Dlatego pokarzę wam kilka naszych pomysłów na aktywności, na pewno część z nich uda się dostosować również do innych okazji :)



W tym roku wycinałyśmy tylko jedną dynię. Resztę oddałam całkowicie w ręce Lusi wraz z flamastrami i naklejkami. Oto co z tego wyniknęło :)





Z tej jednej wycinanej dyni pozostało nam dużo pestek i innych "wnętrzności", więc zrobiłam, przy pomocy Łucji, woreczek sensoryczny dla Remika. 
Wystarczy, że weźmiecie duży woreczek strunowy (nasze z Ikea), wypełnicie go miąższem i pestkami i szczelnie zamkniecie. Zabawka dla maluchów gotowa!





Dodatkową dekoracją, którą postanowiłam stworzyć pod wpływem chwili były duuuchyy...



Są bardzo proste do zrobienia i większość z nas ma potrzebne materiały w domu:

- mąka ziemniaczana
- folia aluminiowa
- puste butelki (na przykład po płynie do płukania)
- duża gaza
- biała nitka

Dodatkowo:
- garnek
- nożyczki
- butelka z rozpylaczem
- lejek
- kawałek kartonu

Na plastikowej butelce tworzymy z folii kształt ducha z wyciągniętymi ramionami.



W garnku przygotowujemy krochmal: zagotowujemy pół litra wody z około 3-4 łyżkami stołowymi mąki ziemniaczanej, cały czas mieszając. Ważne żeby zawiesina była na tyle płynna, aby można ją było rozpylać.





Przy pomocy lejka przelewamy krochmal do butelki ze spryskiwaczem.



Na foliowych kształtach układamy kawałki gazy tworząc ducha. Ja wykorzystałam starą pieluchę tetrową i też doskonale się nadała.



Bardzo dokładnie spryskujemy naszego ducha krochmalem. Proponuję z tyłu ustawić kawałek kartonu dla zabezpieczenia przed ubrudzeniem większości pokoju ;)



Pozostawiamy do wyschnięcia na noc.



Następnego dnia pozbywamy się ze sztywnego kształtu folii i dorabiamy oczy lub inne elementy wedle upodobania. My wykorzystałyśmy naklejki, które akurat miałyśmy w domu, ale można wyciąć czarne oczy z kolorowej tektury i przykleić klejem.
Na koniec proponuję przewlec u góry białą nitkę, na której możemy powiesić nasze duchy w dowolnym miejscu.





Jeśli już odpowiednio udekorowaliście wasze miejsce zabaw to zaproponujcie dzieciom kilka zadań do wykonania.

1. Cięcie po śladzie pająka.

Potrzebujecie:
- nożyczek dla dziecka
- podłużnych kawałków papieru
- czarnego flamastra

Na kawałkach papieru narysujcie przerywaną linią szlaczki, a na ich końcu małego pajączka. 
Linie nie powinny być bardzo skomplikowane ponieważ zadaniem dziecka będzie cięcie po tym śladzie. Najlepiej zacznijcie od prostej linii.






2. Wyszukiwanie literek.

Potrzebujecie:
- blaszki lub innego sporego naczynia
- czerwonej soczewicy
- suchej białej fasoli
- czarnego permanentnego cienkopisu
- czystej kartki papieru

Na kartce papieru napiszcie kilka wyrazów, które chcecie żeby dziecko ułożyło z literek. Ja zainspirowałam się Halloween, ale oczywiście może być to jakakolwiek inna tematyka.



Na fasolkach napiszcie cienkopisem litery, z których składają się wybrane wyrazy. Jedna fasolka - jedna litera.

Do blachy nasypcie soczewicę i ukryjcie w niej fasolę z literami.



Zadaniem dziecka jest odnalezienie wszystkich literek i dopasowanie do napisów na kartce.





3. Potwory z ciastoliny.

Potrzebujecie:
- tackę
- ciastolinę (u nas Play doh)
- kolorowe koraliki, guziki i inne ozdoby
- plastikowe oczka
- patyczki, rurki itd.



To jak dzieci wykonają to zadanie zależy wyłącznie od ich wyobraźni. Po prostu dajecie im materiały i rzucacie hasło "Robimy potwory!" :)






4. Ćwiczenie małej motoryki.

Potrzebujecie:
- blachy
- ziemi
- plastikowych/gumowych pająków
- czekoladowych gałek ocznych
- dwóch miseczek lub innych pojemników
- szczypiec

Do blachy wsypujecie ziemię, pająki i oczy. Wszystko dokładnie mieszacie. Kładziecie przed dzieckiem tak przygotowaną blachę, miseczki i szczypce. 




Zadanie polega na odnalezieniu i przeniesieniu za pomocą szczypiec do miseczek wszystkich pająków i oczu. Pająki powinny znaleźć się w jednej miseczce, a czekoladki w drugiej. Możecie malcom nieco utrudnić pracę przykrywając część blachy pajęczyną z waty.






Na koniec pokarzę wam jeszcze jeden woreczek sensoryczny, który przygotowałam dla Remika.

Użyłam:
- woreczka strunowego
- najtańszego, zielonego żelu pod prysznic (tylko nie próbujcie się nim myć, bo zapach limonki was nie opuści...)
- plastikowych oczu różnej wielkości.



Do woreczka wlejcie żel, dosypcie oczy i dokładnie wymieszajcie. Szczelnie zamknijcie worek. Dla pewności możecie zakleić go taśmą klejącą.
Zabawka gotowa!

















Dzwonki wietrzne z kasztanów

Jest ciepły, letni wieczór. W oddali słychać szum morza, a przy moim uchu delikatnie podzwaniają wietrzne dzwonki z muszelek. Uśmiecham się pod nosem wspominając pełen śmiechu i plusku wody dzień.
Każda pora roku ma swoje charakterystyczne zapachy, kolory i dźwięki.
Odnoszę wrażenie, że jesień przez wiele osób jest uważana za szarą, ponurą i deszczową. 
Być może to prawda, ale ja wierzę, że każdy czas w roku ma swój urok i piękno, trzeba się tylko dobrze przypatrzeć lub wsłuchać w świat dookoła...delikatny szelest liści na wietrze, szemrzący za oknem deszcz, który uspokaja i pozwala docenić ciepło kubka herbaty, głos męża czytającego dzieciom bajki, bo przecież teraz mamy na to więcej czasu...

Dlaczego by nie zrobić jesiennego wietrznego dzwonka, aby dodać do tej listy kolejny miły dźwięk? Takiego, który będzie delikatnie postukiwał i błyszczał w słońcu głębokim brązem?


Będą wam potrzebne:

- tamborek do haftowania
- włóczka w wybranym kolorze
- kasztany z dziurkami na wylot
- długa igła i nitka

Tamborek owijamy dookoła włóczką. Przyznam, że tym Lusia dość szybko się znudziła (nitka się jej plątała i zadanie okazało się nieco za trudne na ten moment), więc to ja miałam zajęte ręce podczas wieczornego oglądania Netflixa.


Ucinamy kilka kawałków nitki o różnych długościach, biorąc pod uwagę, że będą docelowo dwa razy krótsze (nawlekamy igłę tak, aby nitka była podwójna).

Nawlekamy igłę na jedną z nici i na końcu dowiązujemy mały kawałek włóczki. Dzięki temu zabiegowi tworzymy kolorowe wykończenie i równocześnie zapobiegamy ześlizgiwaniu się  nawleczonych kasztanów.



I teraz uwaga - dajemy dziecku igłę z nitką! Tak moi drodzy, taka ze mnie szalona matka!
Dziecko nawleka kasztany pod naszym czujnym okiem, a na koniec przywiązujemy nitkę do tamborka.




Czynność powtarzamy tak długo, aż uznamy, że nasz wietrzny dzwonek wygląda pięknie ;)
Naszą ostatnią czynnością będzie dowiązanie kolorowej włóczki do tamborka tak, aby utworzyć uchwyt do zawieszenia.




Jesienne zwierzaki w kuchennej odsłonie

Jesień kojarzy mi się z wieloma rzeczami, ale czymś czego rodzicom nigdy nie odpuszczałam i co musiało być obowiązkowym punktem na naszej liście jesiennych aktywności były ludziki z kasztanów.
Teraz, po latach, moja córka ma to samo podejście - od kasztanów w parku muszę odciągać ją siłą, bo najchętniej zapełniłaby nimi każdą wolną torbę, koszyk i naczynie w domu. Jeszcze chwila, a skończyłoby się to jedzeniem zupy z płaskich talerzy, na szczęście uczynni sąsiedzi ogołocili już pobliskie kasztanowce :)

Na przekór zalegającym nam po kątach górom brązowych skarbów proponuję wam dzisiaj aktywność zupełnie z nimi nie związaną. 

Stworzymy całkiem jesienne jeże z zupełnie nie jesiennych materiałów ;)

Aby pozyskać potrzebne do pracy produkty wystarczy, że zajrzycie do... kuchni!



Potrzebne wam będą:

Na masę solną:
- 1 szklanka mąki pszennej
- 1 szklanka soli
- woda z kranu (około pół szklanki)

Ponadto:
- pestki słonecznika (najlepiej nie łuskane)
- ziele angielskie
- pieprz w całości

Składniki na masę solną dokładnie razem mieszacie, stopniowo dolewając wodę. Jest to wspaniała sensoryczna zabawa, więc nie obawiajcie się bałaganu i pozwólcie wykazać się dzieciom ;)



Kiedy będziecie mieli gotową jednolitą masę ulepcie z niej korpus jeża.



Teraz dajcie maluchowi słonecznik i przyprawy. Niech ze słonecznika stworzy igły jeża, a z ziela angielskiego i pieprzu oczy i nosek. 
Nam bardzo pomogło zdjęcie zwierzaka, na którym Lusia mogła się wzorować.






Wasz jeż jest gotowy! Może zrobicie całą rodzinę? Albo dodacie grzybki lub jabłka na jego grzbiecie? Możecie też po wyschnięciu pomalować go farbami.



Bawcie się dobrze!






Kieszenie pełne skarbów

Nadeszła moja ukochana pora roku...

Korale z jarzębiny,
Ludziki z kasztanów,
Dywany wrzosów,
Zapach grzybów,
Herbata w termosie i miękki szalik,
Książka pod kocem,
Nurkowanie w stertach liści.

Wszystko to okraszone najcieplejszymi kolorami - czerwienią, złotem i fioletem.

Teraz z każdego spaceru wracamy obładowane jesiennymi skarbami. Poupychane po kieszeniach kasztany, żołędzie i bukiety liści w rękach są bazą do twórczych zabaw.

Czasami rozczarowanie - kolejny brązowy klejnot nie mieści się już nigdzie, trzeba zostawić. 
Jednak znalazłyśmy na to patent. W zeszłym roku powstały "torby na skarby". A ile było przy tym zabawy! Moja wówczas dwulatka zajęła się tym cały dzień i świetnie dała radę!



Też chcecie? Zapraszam!

Potrzebujecie:

- sporego kawałka jednolitej tkaniny (najlepiej bawełny),
- ziemniaków,
- farb akrylowych lub specjalnych do tkanin, w jesiennych kolorach,
- ostrego nożyka,
- gąbeczek do nakładania farby.

W pierwszej kolejności tworzycie stemple, którymi dzieci będą odbijać wzory na materiale.

Sposób 1) 
Przecinacie ziemniaka na pół i ostrym nożem wycinacie kształt, który was interesuje. Ja stworzyłam różnorodne liście :)



Sposób 2)
Używacie foremek do wykrawania ciastek! Zamiast żmudnie, samodzielnie wycinać wzór, mocno wciskacie w połówkę ziemniaka wybraną foremkę.


W obu przypadkach dalsze postępowanie jest takie samo. Dookoła waszego wzoru usuwacie mniej więcej 0,5 centymetra miąższu z ziemniaka, tak, aby główny motyw stał się wypukły (Jeśli używacie foremki - nie wyjmujcie jej wcześniej i po prostu docinajcie miąższ wzdłuż jej ścianek).





Macie gotowe pieczątki!


Teraz wystarczy rozłożyć płasko materiał (pamiętajcie, aby zabezpieczyć powierzchnię pod spodem przed zabrudzeniem, ponieważ farby lubią przebijać się na drugą stronę) i przygotować stanowisko dla maluchów.

Na podkładkę (może to być na przykład kawałek kartonu) wylejcie trochę wybranych kolorów farb. Obok ułóżcie ziemniaczane pieczątki i gąbeczki.

Proponuję przed rozpoczęciem głównej pracy dać dziecku kartkę z bloku technicznego, zaprezentować jak odbijać pieczątki i dać możliwość trochę popróbować swoich sił.




Później pozwólcie maluchowi stworzyć swój własny kawałek tkaniny :)







Po wyschnięciu farb możecie szyć woreczki, torby czy na co tylko macie ochotę i umiejętności ;) 
Przyznaję, że tę część przekazałam mojej mamie i jej maszynie do szycia :D

U nas powstała torba na ramię i woreczek.



Teraz pozostaje wyprawa po jesienne skarby!









Śledź nas na Instagramie!

Copyright © Zabawy Lotty