Kalendarz adwentowy DIY

Czy tylko ja w tym roku szykuję kalendarz adwentowy na ostatnią chwilę?
A może w ogóle nie uznajecie takiego odliczania do Świąt lub kupujecie pudełeczka z czekoladkami?

Kiedy byłam mała uwielbiałam odkrywać jaki kształt kryje się za kartonowym okienkiem, ale jako mama uznałam, że moje dzieciaki (przynajmniej Lusia) dostają słodycze przy każdej okazji od całej rodziny i znajomych i że chciałabym zaproponować im w grudniu coś innego. 

Dlatego sama robię kalendarz adwentowy, w którym umieszczam drobne prezenty i zadania wypisane na karteczkach. To drugie jest dla mnie szczególnie ważne, ponieważ sprawia, że oczekiwanie na Boże Narodzenie wiąże się z czymś więcej niż przedmiotami i jest wspaniałym pomysłem na spędzenie czasu wspólnie z rodziną.

Bardzo was zachęcam do tego, aby dołączać różne zadania do kalendarza (a może mógłby się składać tylko z tego?) i cieszyć się razem tym magicznym czasem.

Oto jak wyglądało to u nas w zeszłym roku :)






Cukierek albo psikus!

Czasami kolejne posty po prostu pojawiają się w mojej głowie i muszę łapać pierwszą lepszą serwetkę w kawiarni i dziecięcą kredkę żeby je szybko spisać, bo inaczej umkną mi w rozgardiaszu dnia. 
Tym razem jest jednak inaczej. Od paru dni mam chaos myśli - czy powinnam napisać o nieskrępowanej zabawie i pokonywaniu potworów spod łóżka czy raczej o odchodzeniu, smutku tych, którzy pozostają i oswajaniu dzieci z pojęciem śmierci?
Halloween jest dla mnie jednym dniem, a Wszystkich Świętych drugim. 
Przy czym o ile ten pierwszy jest tylko raz w roku, to tak naprawdę emocje związane z drugim nieraz towarzyszą nam o wiele dłużej. Bo przecież to nie tak, że pamiętam o moich kochanych babciach tylko pierwszego listopada. Ból po stracie jednej jest ciągle świeży i dający o sobie znać w każdym spojrzeniu na podarowaną przez nią zabawkę, czy podczas rozwiązywania krzyżówki, bo przecież ona tak to lubiła robić. Druga, mam nadzieję, że spojrzy na mnie z nieba przychylnym okiem kiedy będziemy wypiekać świąteczne pierniki według jej przepisu. 
Łucja rozumie na swój sposób czym jest śmierć. Wie, że nigdy już nie przytuli się do prababci. W jej dziecięce myśli nieraz wkrada się niepokój "Czy prababci jest teraz wygodnie? Czy po ciemku nie przyjdzie do niej zły wilk?". Staram się rozwiewać te strachy równocześnie sama umacniając swoją wiarę, że teraz już nic złego nie może prababci spotkać.

Mając to wszystko na uwadze nie widzę powodu, aby nie traktować Halloween jako pretekstu do zabawy i wspólnego wygłupiania się. Dlatego pokarzę wam kilka naszych pomysłów na aktywności, na pewno część z nich uda się dostosować również do innych okazji :)



W tym roku wycinałyśmy tylko jedną dynię. Resztę oddałam całkowicie w ręce Lusi wraz z flamastrami i naklejkami. Oto co z tego wyniknęło :)





Z tej jednej wycinanej dyni pozostało nam dużo pestek i innych "wnętrzności", więc zrobiłam, przy pomocy Łucji, woreczek sensoryczny dla Remika. 
Wystarczy, że weźmiecie duży woreczek strunowy (nasze z Ikea), wypełnicie go miąższem i pestkami i szczelnie zamkniecie. Zabawka dla maluchów gotowa!





Dodatkową dekoracją, którą postanowiłam stworzyć pod wpływem chwili były duuuchyy...



Są bardzo proste do zrobienia i większość z nas ma potrzebne materiały w domu:

- mąka ziemniaczana
- folia aluminiowa
- puste butelki (na przykład po płynie do płukania)
- duża gaza
- biała nitka

Dodatkowo:
- garnek
- nożyczki
- butelka z rozpylaczem
- lejek
- kawałek kartonu

Na plastikowej butelce tworzymy z folii kształt ducha z wyciągniętymi ramionami.



W garnku przygotowujemy krochmal: zagotowujemy pół litra wody z około 3-4 łyżkami stołowymi mąki ziemniaczanej, cały czas mieszając. Ważne żeby zawiesina była na tyle płynna, aby można ją było rozpylać.





Przy pomocy lejka przelewamy krochmal do butelki ze spryskiwaczem.



Na foliowych kształtach układamy kawałki gazy tworząc ducha. Ja wykorzystałam starą pieluchę tetrową i też doskonale się nadała.



Bardzo dokładnie spryskujemy naszego ducha krochmalem. Proponuję z tyłu ustawić kawałek kartonu dla zabezpieczenia przed ubrudzeniem większości pokoju ;)



Pozostawiamy do wyschnięcia na noc.



Następnego dnia pozbywamy się ze sztywnego kształtu folii i dorabiamy oczy lub inne elementy wedle upodobania. My wykorzystałyśmy naklejki, które akurat miałyśmy w domu, ale można wyciąć czarne oczy z kolorowej tektury i przykleić klejem.
Na koniec proponuję przewlec u góry białą nitkę, na której możemy powiesić nasze duchy w dowolnym miejscu.





Jeśli już odpowiednio udekorowaliście wasze miejsce zabaw to zaproponujcie dzieciom kilka zadań do wykonania.

1. Cięcie po śladzie pająka.

Potrzebujecie:
- nożyczek dla dziecka
- podłużnych kawałków papieru
- czarnego flamastra

Na kawałkach papieru narysujcie przerywaną linią szlaczki, a na ich końcu małego pajączka. 
Linie nie powinny być bardzo skomplikowane ponieważ zadaniem dziecka będzie cięcie po tym śladzie. Najlepiej zacznijcie od prostej linii.






2. Wyszukiwanie literek.

Potrzebujecie:
- blaszki lub innego sporego naczynia
- czerwonej soczewicy
- suchej białej fasoli
- czarnego permanentnego cienkopisu
- czystej kartki papieru

Na kartce papieru napiszcie kilka wyrazów, które chcecie żeby dziecko ułożyło z literek. Ja zainspirowałam się Halloween, ale oczywiście może być to jakakolwiek inna tematyka.



Na fasolkach napiszcie cienkopisem litery, z których składają się wybrane wyrazy. Jedna fasolka - jedna litera.

Do blachy nasypcie soczewicę i ukryjcie w niej fasolę z literami.



Zadaniem dziecka jest odnalezienie wszystkich literek i dopasowanie do napisów na kartce.





3. Potwory z ciastoliny.

Potrzebujecie:
- tackę
- ciastolinę (u nas Play doh)
- kolorowe koraliki, guziki i inne ozdoby
- plastikowe oczka
- patyczki, rurki itd.



To jak dzieci wykonają to zadanie zależy wyłącznie od ich wyobraźni. Po prostu dajecie im materiały i rzucacie hasło "Robimy potwory!" :)






4. Ćwiczenie małej motoryki.

Potrzebujecie:
- blachy
- ziemi
- plastikowych/gumowych pająków
- czekoladowych gałek ocznych
- dwóch miseczek lub innych pojemników
- szczypiec

Do blachy wsypujecie ziemię, pająki i oczy. Wszystko dokładnie mieszacie. Kładziecie przed dzieckiem tak przygotowaną blachę, miseczki i szczypce. 




Zadanie polega na odnalezieniu i przeniesieniu za pomocą szczypiec do miseczek wszystkich pająków i oczu. Pająki powinny znaleźć się w jednej miseczce, a czekoladki w drugiej. Możecie malcom nieco utrudnić pracę przykrywając część blachy pajęczyną z waty.






Na koniec pokarzę wam jeszcze jeden woreczek sensoryczny, który przygotowałam dla Remika.

Użyłam:
- woreczka strunowego
- najtańszego, zielonego żelu pod prysznic (tylko nie próbujcie się nim myć, bo zapach limonki was nie opuści...)
- plastikowych oczu różnej wielkości.



Do woreczka wlejcie żel, dosypcie oczy i dokładnie wymieszajcie. Szczelnie zamknijcie worek. Dla pewności możecie zakleić go taśmą klejącą.
Zabawka gotowa!

















Dzwonki wietrzne z kasztanów

Jest ciepły, letni wieczór. W oddali słychać szum morza, a przy moim uchu delikatnie podzwaniają wietrzne dzwonki z muszelek. Uśmiecham się pod nosem wspominając pełen śmiechu i plusku wody dzień.
Każda pora roku ma swoje charakterystyczne zapachy, kolory i dźwięki.
Odnoszę wrażenie, że jesień przez wiele osób jest uważana za szarą, ponurą i deszczową. 
Być może to prawda, ale ja wierzę, że każdy czas w roku ma swój urok i piękno, trzeba się tylko dobrze przypatrzeć lub wsłuchać w świat dookoła...delikatny szelest liści na wietrze, szemrzący za oknem deszcz, który uspokaja i pozwala docenić ciepło kubka herbaty, głos męża czytającego dzieciom bajki, bo przecież teraz mamy na to więcej czasu...

Dlaczego by nie zrobić jesiennego wietrznego dzwonka, aby dodać do tej listy kolejny miły dźwięk? Takiego, który będzie delikatnie postukiwał i błyszczał w słońcu głębokim brązem?


Będą wam potrzebne:

- tamborek do haftowania
- włóczka w wybranym kolorze
- kasztany z dziurkami na wylot
- długa igła i nitka

Tamborek owijamy dookoła włóczką. Przyznam, że tym Lusia dość szybko się znudziła (nitka się jej plątała i zadanie okazało się nieco za trudne na ten moment), więc to ja miałam zajęte ręce podczas wieczornego oglądania Netflixa.


Ucinamy kilka kawałków nitki o różnych długościach, biorąc pod uwagę, że będą docelowo dwa razy krótsze (nawlekamy igłę tak, aby nitka była podwójna).

Nawlekamy igłę na jedną z nici i na końcu dowiązujemy mały kawałek włóczki. Dzięki temu zabiegowi tworzymy kolorowe wykończenie i równocześnie zapobiegamy ześlizgiwaniu się  nawleczonych kasztanów.



I teraz uwaga - dajemy dziecku igłę z nitką! Tak moi drodzy, taka ze mnie szalona matka!
Dziecko nawleka kasztany pod naszym czujnym okiem, a na koniec przywiązujemy nitkę do tamborka.




Czynność powtarzamy tak długo, aż uznamy, że nasz wietrzny dzwonek wygląda pięknie ;)
Naszą ostatnią czynnością będzie dowiązanie kolorowej włóczki do tamborka tak, aby utworzyć uchwyt do zawieszenia.




Follow by Email

Śledź nas na Instagramie!

Copyright © Zabawy Lotty